W ramach cyklu "Filmowe dochodzenia" kana? dokumentalny Planete wyemituje 16 lipca o godz. 20.50 dwuodcinkowy obraz "?ród?o wszelkiego z?a", który powsta? na podstawie niedawno wydanej w Polsce ksi??ki "Bóg urojony" Richarda Dawkinsa.
Zdajemy sobie spraw?, ?e w Polsce temat religii jest dra?liwy, natomiast chcemy stworzy? naszym widzom mo?liwo?? zetkni?cia si? z ró?norodnymi opiniami i pogl?dami, nawet na tematy trudne i dyskusyjne - mówi Joanna Pogorzelska, dyrektor kana?u.
Profesor Richard Dawkins, nazywany "rottweilerem Darwina", s?ynny oksfordzki biolog, ateista, zosta? uznany przez magazyn "Prospect" za jednego z trzech najwybitniejszych wspó?czesnych intelektualistów, obok Umberto Eco i Noama Chomsky’ego. Mi?dzynarodow? s?aw? przynios?a mu ksi??ka "Samolubny gen".
W "Bogu urojonym" ("The God delusion") udowadnia, ?e religia jest ?ród?em wszelkiego z?a na ?wiecie. Jest nie tylko nielogiczna, ale wr?cz szkodliwa i czasami ?miertelnie niebezpieczna. Pisze: "(...) sformu?uj? Hipotez? Boga znacznie ostro?niej: istnieje przewy?szaj?ca cz?owieka (nadludzka), nadnaturalna istota inteligentna, która celowo zaprojektowa?a i stworzy?a Wszech?wiat oraz wszystko, co si? na? sk?ada, w tym równie? nas, ludzi. Celem mojej ksi??ki jest obrona przeciwstawnego stwierdzenia: jakikolwiek wystarczaj?co z?o?ony inteligentny byt, zdolny do twórczego zaprojektowania czegokolwiek, mo?e powsta? wy??cznie jako efekt z?o?onego i d?ugotrwa?ego procesu ewolucji....".
Wed?ug "Scientific American" Dawkins zastosowa? wobec doktryn teologicznych takie same wysokie rygory intelektualne, jakie musi spe?ni? ka?da teoria naukowa. Ksi??ka sprzeda?a w ilo?ci ponad miliona sztuk w USA i Wielkiej Brytanii, a od jesieni 2006 roku utrzymuje si? w pierwszej dziesi?tce bestsellerów "New York Timesa".
Moja ?ona w dzieci?stwie nie znosi?a swojej szko?y i marzy?a o tym, ?eby j? porzuci?. Kiedy mia?a ju? dwadzie?cia par? lat, powiedzia?a rodzicom o tej przykrej sprawie. Matka by?a w szoku: "Ale? kochanie, dlaczego nigdy nic nie mówi?a??". Odpowied? Lalli chcia?bym potraktowa? jako punkt wyj?cia: "Bo nie wiedzia?am, ?e mog?".
Nie wiedzia?am, ?e mog?.
Podejrzewam - w?a?ciwie jestem pewien - ?e jest wielu ludzi, których wychowano w tej czy innej religii, ale ?le si? w niej czuj?, nie wierz? w ni?, albo te? martwi? ich ró?ne z?e rzeczy praktykowane w jej imieniu; ludzi, którzy maj? niejasne poczucie, ?e ch?tnie porzuciliby religi? swoich rodziców, gdyby tylko mogli - ale jako? nie zdaj? sobie sprawy, ?e taka opcja naprawd? istnieje. Niniejszy tekst ma na celu u?wiadomienie, ?e bycie ateist? to d??enie ca?kiem realistyczne, a zarazem ?mia?e i chwalebne. Ateista mo?e by? cz?owiekiem szcz??liwym, zrównowa?onym, przyzwoitym i spe?nionym intelektualnie.
Ateistyczna duma
By? ateist? to ?aden wstyd. Wprost przeciwnie: wyprostowana postawa, która pozwala spogl?da? dalej, powinna by? powodem do dumy - bo ateizm prawie zawsze ?wiadczy o zdrowej niezale?no?ci umys?u, czy wr?cz umys?owego zdrowia. Wiele jest ludzi, którzy w g??bi duszy wiedz?, ?e s? ateistami, ale boj? si? do tego przyzna? nawet w?asnej rodzinie, a niekiedy nawet samym sobie. Boj? si? po cz??ci dlatego, ?e samo s?owo "ateista" starannie obudowano najgorszymi, najbardziej przera?aj?cymi skojarzeniami.
We wspó?czesnej Ameryce atei?ci maj? podobny status, co pi??dziesi?t lat temu homoseksuali?ci. Ruch Gay Pride sprawi?, ?e homoseksualista ma tam dzi? pewne szanse (aczkolwiek niezbyt du?e) zosta? wybranym na urz?d publiczny. W sonda?u Gallupa z 1999 roku pytano Amerykanów, czy zag?osowaliby na osob? o wysokich kwalifikacjach, gdyby by?a: kobiet? (95 proc. potwierdzi?o), katolikiem (94 proc.), ?ydem (92 proc.), Murzynem (92 proc.), mormonem (79 proc.), homoseksualist? (79 proc.) lub ateist? (49 proc.).
Jak wida?, czeka nas jeszcze d?uga droga. Ale ateistów - zw?aszcza w kr?gach wykszta?conej elity - jest wi?cej, ni? wielu z nas s?dzi. By?o tak ju? w XIX wieku, kiedy John Stuart Mill potrafi? powiedzie?: "Ca?y ?wiat zdumia?by si?, gdyby si? dowiedzia?, jak znaczna cz??? ludzi stanowi?cych jego najwspanialsz? ozdob? - tych, którzy najbardziej wyró?niaj? si?, i to równie? w powszechnym mniemaniu, pod wzgl?dem m?dro?ci i cnoty - zachowuje ca?kowity sceptycyzm wobec religii".
Dzi? niew?tpliwie by?by to pogl?d jeszcze bli?szy prawdy. Je?eli ludzie tak cz?sto nie dostrzegaj? ateistów, to dlatego, ?e wielu z nas nie ma odwagi si? "ujawni?". Podobnie jak w przypadku ruchu gejowskiego, im wi?cej osób si? ujawni, tym ?atwiej b?dzie to przychodzi? kolejnym. By? mo?e potrzebna jest jaka? masa krytyczna, by uruchomi? reakcj? ?a?cuchow?.
Z ameryka?skich sonda?y wynika, ?e atei?ci i agnostycy znacznie przewy?szaj? liczebnie religijnych ?ydów, a nawet wi?kszo?? pozosta?ych grup religijnych, wzi?tych pojedynczo. W przeciwie?stwie jednak do ?ydów, którzy s?yn? w USA z wyj?tkowo skutecznego lobbingu politycznego, a tak?e w przeciwie?stwie do chrze?cijan ewangelickich, których polityczna si?a przebicia jest jeszcze wi?ksza, atei?ci i agnostycy nie stanowi? grupy zorganizowanej, tote? ich wp?yw jest nieomal zerowy.
Mówiono ju?, ?e organizowa? ateistów to jak sp?dza? koty w jedno stado, poniewa? atei?ci zwykli my?le? w sposób niezale?ny i niech?tnie podporz?dkowuj? si? w?adzy. Na pocz?tek dobrze by?oby jednak wytworzy? ow? mas? krytyczn? osób gotowych si? "ujawni?" i w ten sposób zach?ci? innych, ?eby zrobili to samo. Koty, nawet je?li nie da si? ich sp?dzi? w jedno stado, potrafi? narobi? niez?ego ha?asu, a wówczas trudno je zignorowa?.
Nie zamierzam atakowa? poszczególnych w?a?ciwo?ci Jahwe, Jezusa, Allaha czy jakiegokolwiek innego konkretnego boga, Baala, Zeusa czy Wotana. Zamiast tego sformu?uj? tak? definicj? Hipotezy Boga, której bardziej nadaje si? do obrony: Istnieje pewien nadludzki, nadprzyrodzony umys?, który celowo wymy?li? i stworzy? wszech?wiat, a tak?e wszystko, co w nim istnieje, w??cznie z nami. Tej wizji b?d? próbowa? przedstawi? inny pogl?d: otó? wszelkie twórcze my?lenie, posiadaj?ce wystarczaj?c? z?o?ono??, by cokolwiek zaplanowa?, pojawia si? dopiero jako ko?cowy produkt d?ugiego i stopniowego procesu ewolucji. Jako efekt ewolucji twórcze my?lenie musia?o pojawi? si? we wszech?wiecie dopiero na pó?nym etapie, tote? nie mo?e odpowiada? za jego stworzenie. Pojmowany zgodnie z powy?sz? definicj? Bóg jest urojeniem - i to, jak si? okazuje, urojeniem gro?nym.
Niezas?u?ony szacunek
W naszym spo?ecze?stwie powszechne jest prze?wiadczenie (podzielaj? je równie? atei?ci), ?e wiar? religijn? szczególnie ?atwo obrazi?, tote? musi j? os?ania? nies?ychanie gruby mur szacunku - zasadniczo innego ni? ten, którym cz?owiek powinien darzy? drugiego cz?owieka. Wyj?tkowo trafnie uj?? to Douglas Adams [brytyjski pisarz science-fiction, zmar? w 2001 roku], w wyk?adzie wyg?oszonym krótko przed ?mierci? w Cambridge:
W samym sercu religii (...) tkwi? pewne idee, które okre?la si? mianem ?wi?to?ci, sacrum, czy jeszcze inaczej. Ich sens jest taki: „O tej idei nie wolno ci powiedzie? z?ego s?owa; po prostu nie wolno. Dlaczego nie? Bo nie, i ju?!”. Je?eli kto? g?osuje na parti?, z której pogl?dami si? nie zgadzamy, wolno nam spiera? si? o to do woli, ale nikt si? nie obra?a. Je?eli kto? jest zdania, ?e podatki trzeba podnie?? lub obni?y?, mo?na si? o to spiera?. Ale kiedy kto? powie „Nie wolno mi zapala? lampy w sobot?”, mówimy: „Szanuj? to”.
Oto inny przyk?ad ob??dnego szacunku, jakim cieszy si? w naszym spo?ecze?stwie religia. Je?eli podczas wojny kto? chce uzyska? zwolnienie od s?u?by wojskowej ze wzgl?du na przekonania, to naj?atwiej osi?gnie ten cel, deklaruj?c motywacj? religijn?. Mo?esz by? znakomitym specjalist? od etyki, mo?esz napisa? wybitny doktorat o nieprawo?ci wojny, a przed komisj? poborow? i tak b?dziesz musia? si? nie?le napoci?, by uznano ci? za pacyfist?. Ale je?eli o?wiadczysz, ?e przynajmniej jeden twój rodzic jest kwakrem, wszystko pójdzie jak po ma?le - cho?by? o pacyfizmie, a nawet o samym kwakryzmie nie umia? skleci? jednego sensownego zdania.
Na przeciwleg?ym biegunie wobec pacyfizmu mamy strachliwe omijanie s?ów zwi?zanych z religi?, gdy mowa o ró?nych stronach konfliktów zbrojnych. W Irlandii Pó?nocnej katolicy i protestanci okre?lani s? eufemistycznie jako "nacjonali?ci" i "lojali?ci". Sam wyraz "religia" jest cenzurowany i przerabiany na "spo?eczno??". Na skutek angloameryka?skiej inwazji w roku 2003 Irak pustoszy dzi? wojna domowa mi?dzy sunnitami a szyitami. To ewidentny konflikt religijny - a jednak brytyjska gazeta "Independent" z 20 maja 2006 roku okre?li?a go na pierwszej stronie mianem "czystki etnicznej". W rzeczywisto?ci to, z czym mamy do czynienia w Iraku, to czystka wyznaniowa. Zreszt? mo?na by si? zastanawia?, czy i pierwotne, jugos?owia?skie zastosowanie terminu "czystka etniczna" nie by?o eufemizmem na okre?lenie czystki wyznaniowej, w której udzia? brali prawos?awni Serbowie, katoliccy Chorwaci i muzu?ma?scy Bo?niacy.
Ilekro? wyp?ynie jaka? kontrowersja w sprawie moralno?ci seksualnej lub prokreacyjnej, mo?na by? pewnym, ?e przywódcy ró?nych grup wyznaniowych b?d? licznie reprezentowani w ró?nych wp?ywowych komitetach, dyskusjach panelowych, radiu i telewizji. Nie mówi?, ?e pogl?dy tych ludzi nale?a?oby jako? specjalnie ocenzurowa?. Ale dlaczego nasze spo?ecze?stwo od razu biegnie konsultowa? si? z nimi, jak gdyby posiadali oni jakie? kompetencje, porównywalne cho?by z kompetencjami etyka, prawnika rodzinnego czy lekarza?
Oto inny przyk?ad dziwacznego uprzywilejowania religii. 21 lutego 2006 roku s?d najwy?szy USA stwierdzi?, ?e pewien Ko?ció? z Nowego Meksyku ma zosta? zwolniony z obowi?zuj?cego wszystkich innych przepisu - chodzi o zakaz przyjmowania ?rodków halucynogennych. Cz?onkowie Centro Espirita Beneficiente Uniao do Vegetal wierz?, ?e aby zrozumie? Boga, musz? pi? herbat? hoasca, która zawiera dimetylotryptamin? - zakazany ?rodek halucynogenny. Rzecz znamienna - wystarczy sam fakt, ?e wierz? w dobroczynny wp?yw tego narkotyku na zrozumienie Boga. Nie musz? przedstawia? ?adnych dowodów.
Z drugiej strony istniej? liczne dowody naukowe na to, ?e marihuana ?agodzi md?o?ci i z?e samopoczucie u chorych na raka poddawanych chemioterapii. Jednak w 2005 roku s?d najwy?szy USA orzek?, ?e wszyscy pacjenci stosuj?cy marihuan? w celach leczniczych b?d? podlega? federalnemu post?powaniu karnemu - i to nawet w tych kilku stanach, gdzie owo specjalistyczne zastosowanie zalegalizowano. Jak zwykle religia przebija wszystko. Wyobra?my sobie, co by by?o, gdyby w podobnej sprawie zwróci?o si? do s?du jakie? stowarzyszenie mi?o?ników sztuki, poniewa? jego cz?onkowie "wierz?", ?e pewien ?rodek halucynogenny jest im niezb?dny, aby mogli lepiej zrozumie? malarstwo impresjonistyczne lub surrealistyczne. Kiedy jednak podobn? potrzeb? zg?asza Ko?ció?, jego wniosek uzyskuje poparcie najwy?szej instancji s?dowej w kraju. Oto skuteczno?? religii jako talizmanu.
Siedemna?cie lat temu znalaz?em si? w trzydziestosze?cioosobowej grupie pisarzy i artystów, do których zwróci?o si? brytyjskie czasopismo "New Statesman" o zabranie g?osu w obronie wybitnego pisarza Salmana Rushdiego skazanego na ?mier? za napisanie powie?ci. Rozjuszony przez wyrazy "wspó?czucia" dla "zranionych" i "obra?onych" uczu? muzu?ma?skich, wyg?aszane przez przywódców chrze?cija?skich, a tak?e przez opiniotwórczych publicystów ?wieckich, przedstawi?em nast?puj?ce porównanie:
Gdyby obro?cy apartheidu mieli troch? sprytu, og?osiliby, ?e nie mog? dopu?ci? do mieszania ras, poniewa? zabrania tego ich religia. Znaczna cz??? ich przeciwników zaraz wycofa?aby si? po cichu i z uszanowaniem. Myli?by si? ten, kto by twierdzi?, ?e porównanie jest niesprawiedliwe, bo apartheid nie ma ?adnego racjonalnego uzasadnienia. Przecie? istot? wiary religijnej jest w?a?nie niezale?no?? od racjonalnych uzasadnie?. Od wszystkich innych wymaga si?, aby umieli obroni? w?asne przes?dy - ale je?eli poprosi? osob? wierz?c?, by uzasadni?a swoj? wiar?, b?dzie to zamach na „swobod? religijn?”!
Nie przysz?o mi do g?owy, ?e w XXI wieku istotnie dojdzie do czego? podobnego. 10 kwietnia 2006 roku "Los Angeles Times" doniós?, ?e na ameryka?skich kampusach rozliczne grupy chrze?cija?skie pozywaj? swoje uczelnie za wprowadzenie przepisów antydyskryminacyjnych, w szczególno?ci zakazu prze?ladowania i obra?ania homoseksualistów.
Oto typowy przyk?ad: w roku 2004 James Nixon, dwunastolatek z Ohio, wygra? w s?dzie prawo do noszenia w szkole koszulki z napisem "Homoseksualizm to grzech, islam to k?amstwo, aborcja to morderstwo. Pewne sprawy s? po prostu czarno-bia?e!". Szko?a zakaza?a mu przychodzenia w tej koszulce, na co rodzice pozwali szko??. Ich zarzut da?oby si? jeszcze jako? uzasadni?, gdyby oparli go na Pierwszej Poprawce do Konstytucji, gwarantuj?cej wolno?? s?owa. Oni jednak post?pili inaczej - w gruncie rzeczy nie mieli innego wyj?cia, bo "mowa nienawi?ci" nie jest uznawana za realizacj? wolno?ci s?owa. Dlatego adwokaci Jamesa Nixona powo?ali si? na konstytucyjne prawo do swobody wyznania.
Gdyby ci ludzie powo?ywali si? na prawo do wolno?ci s?owa, mo?na by jeszcze, cho? nie bez zastrze?e?, sympatyzowa? z ich postaw?. Ale im wcale nie o to chodzi. Przedstawiaj? swoje zabiegi prawne na rzecz dyskryminacji homoseksualistów jako obron? przeciw domniemanej dyskryminacji ich wyznania! A prawo najwyra?niej podchodzi do ich stanowiska z szacunkiem. "Je?eli kto? próbuje mnie powstrzyma? od obra?ania homoseksualistów, narusza moje prawo do przes?du" - taka wypowied? nie by?aby akceptowana, ale je?eli powiemy: "To narusza moj? swobod? religijn?" - ujdzie nam to na sucho. Na czym w?a?ciwie polega ró?nica? I tym razem religia przebija wszystko.
W?ciek?o?? kontrolowana
Na koniec przytocz? jeszcze inne zdarzenie, które wiele mówi o skutkach nadmiernego szacunku spo?ecznego dla religii, przewy?szaj?cego zwyk?y szacunek dla cz?owieka. Afera wybuch?a w lutym 2006 roku - idiotyczna historia, rozchwiana pomi?dzy tragedi? a komedi?. We wrze?niu poprzedniego roku du?ska gazeta "Jyllands-Posten" opublikowa?a dwana?cie karykatur przedstawiaj?cych proroka Mahometa. Przez nast?pne trzy miesi?ce garstka du?skich muzu?manów pod przywództwem dwóch imamów, którym kraj ten udzieli? azylu, pieczo?owicie i systematycznie podburza?a opini? ca?ego ?wiata islamskiego.
Pod koniec roku 2005 ci wykazuj?cy z?? wol? azylanci udali si? do Egiptu z teczk?, której zawarto?? powielono i rozpowszechniono we wszystkich krajach muzu?ma?skich a? po Indonezj?. W teczce znajdowa?y si? fa?szywe informacje o rzekomych prze?ladowaniach muzu?manów w Danii, a tak?e k?amstwo, ?e "Jyllands-Posten" to gazeta rz?dowa. By?o równie? dwana?cie wspomnianych karykatur, do których, rzecz wa?na, imamowie dodali jeszcze trzy obrazki - nie wiadomo, sk?d je wzi?li, ale z ca?? pewno?ci? nie mia?y one nic wspólnego z Dani?. W przeciwie?stwie do tamtych dwunastu by?y naprawd? obel?ywe - a raczej by?yby, gdyby rzeczywi?cie przedstawia?y Mahometa, jak to twierdzili trzej propagandy?ci. Najostrzejszy z nich nie by? rysunkiem, lecz przefaksowan? fotografi?; widnia? na niej brodaty m??czyzna w ?wi?skiej masce. Pó?niej okaza?o si?, ?e pochodzi?a ona z agencji Associated Press i przedstawia?a Francuza, który wyst?powa? w konkursie kwiczenia na wiejskim jarmarku gdzie? we Francji. Fotografia nie mia?a wi?c absolutnie nic wspólnego ani z prorokiem Mahometem, ani z islamem, ani z Dani?. Muzu?ma?scy dzia?acze podczas swojej prowokatorskiej wycieczki do Kairu twierdzili co innego.
Starannie piel?gnowane uczucie "zranienia" i "obrazy" eksplodowa?o pi?? miesi?cy po opublikowaniu dwunastu karykatur. W Pakistanie i Indonezji demonstranci palili du?skie flagi (ciekawe, sk?d je wzi?li) i histerycznie ??dali przeprosin od du?skiego rz?du. (Za co niby mia?by przeprasza?? Przecie? nie rz?d rysowa? karykatury i nie rz?d je publikowa?. Po prostu w Danii istnieje wolna prasa, a zdaje si?, ?e w wielu krajach islamskich ludziom trudno to zrozumie?). Niszczono ambasady i konsulaty, bojkotowano du?skie towary, a obywatele Danii - czy raczej w ogóle przybysze z Zachodu - spotykali si? z fizyczn? przemoc?. W Pakistanie palono ko?cio?y, które nie mia?y nic wspólnego z Dani? ani z Europ?. Dziewi?? osób zgin??o, kiedy demonstranci libijscy zaatakowali i podpalili konsulat w?oski w Benghazi. Jak to uj??a Germaine Greer [australijska pisarka, dzia?aczka ruchów feministycznych] - g?ówna specjalno?? i ulubiona zabawa tych ludzi to urz?dzanie pandemonium, s?dnego dnia.
Pewien imam z Pakistanu wyznaczy? milion dolarów nagrody za g?ow? "du?skiego karykaturzysty" - najwyra?niej nie wiedzia?, ?e du?skich karykaturzystów by?o dwunastu, i prawie na pewno nie mia? poj?cia, ?e trzy najbardziej obra?liwe rysunki w ogóle nie ukaza?y si? w Danii (swoj? drog? ciekawe, sk?d zamierza? wzi?? ów milion). W Nigerii protestuj?cy przeciw du?skim karykaturom muzu?manie spalili kilka ko?cio?ów i rzucali si? z maczetami na chrze?cija?skich przechodniów (czarnych Nigeryjczyków) - niektórych pozabijali. Pewnemu chrze?cijaninowi w?o?yli na szyj? opon?, oblali benzyn? i podpalili. W Wielkiej Brytanii sfotografowano demonstrantów trzymaj?cych transparenty z napisami: "Wyr?n?? tych, którzy obra?aj? islam", "Posieka? tych, co drwi? z islamu", "Europo, zap?acisz za wszystko / Twój upadek jest ju? blisko", a tak?e - najwyra?niej bez ironii - "?ci?? ka?dego, kto powie, ?e islam to religia przemocy".
Wielu ludzi zwróci?o uwag? na kontrast mi?dzy tym histerycznym pokazem "zranionych uczu?" ze strony muzu?manów a gotowo?ci?, z jak? media arabskie publikuj? karykatury anty?ydowskie. Na jednej z demonstracji w Pakistanie sfotografowano kobiet? w czarnej burce, która nios?a transparent z napisem: "B?ogos?aw Bo?e Hitlera".
W odpowiedzi na ca?e to ob??ka?cze pandemonium przyzwoite gazety liberalne pot?pi?y przemoc i wyg?osi?y stosowne formu?ki o wolno?ci s?owa. Równocze?nie jednak wyrazi?y "szacunek" i "wspó?czucie" wobec "bólu" muzu?manów, których uczucia tak g??boko "zraniono" i "ura?ono". Pami?tajmy, ?e ów "ból" nie mia? nic wspólnego z czyimkolwiek rzeczywistym cierpieniem ani z zadan? komukolwiek przemoc?: chodzi?o wy??cznie o par? ma?ni?? tuszem w gazecie, o której nie us?ysza?by nikt poza Dani?, gdyby nie ?wiadomie prowadzona kampania nienawi?ci.
Wcale nie jestem za tym, by obra?a? czy rani? kogokolwiek bez powodu. Nie mog? jednak poj??, dlaczego religia zajmuje tak nieproporcjonalnie uprzywilejowan? pozycj? w naszych zasadniczo ?wieckich spo?ecze?stwach. Wszyscy politycy musz? si? oswoi? z bezceremonialnym traktowaniem ich twarzy przez karykaturzystów, nikt nie wszczyna z tego powodu rozruchów. Có? jest takiego szczególnego w religii, ?e podchodzimy do niej z tak wyj?tkowym respektem? Jak to powiedzia? H. L. Mencken [ameryka?ski dziennikarz i satyryk zwany ameryka?skim Nietzschem]: "Trzeba szanowa? wiar? drugiego cz?owieka, ale tylko w takim samym sensie i stopniu, w jakim szanujemy jego teori?, ?e jego ?ona jest pi?kna, a dzieci inteligentne".
W?a?nie w kontek?cie owego powszechnego prze?wiadczenia, ?e religii nale?y si? wyj?tkowy szacunek, pragn? zg?osi? votum separatum. Nie zale?y mi na tym, by kogokolwiek obra?a?, ale te? nie zamierzam podchodzi? do religii w r?kawiczkach, ani traktowa? jej z wi?ksz? delikatno?ci?, ni? traktowa?bym co innego.
Autor Richard Dawkins
Prze?o?y? ?ukasz Sommer
Tekst pochodzi z najnowszej ksi??ki Dawkinsa „The God Delusion” („Bóg urojony”), która w przysz?ym roku uka?e si? w Polsce w wydawnictwie CiS.
Tekst zaczerpni?ty z www.gazeta.pl
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum